Jaki model zarządzania ma najlepszą ekspozycję, żeby zbankrutować?

5 listopada 2019Świadome Przywództwo Zespołowe

Ten artykuł zajmie Ci
około 4 min.

Autor

Krzysztof Kotapski

Krzysztof Kotapski

WŁAŚCICIEL, PROJEKTY STRATEGICZNE

Materiały

Przywództwo Operacyjne

Newsletter

Jak wspieramy?

Szkolenia otwarte

Jest połowa lat 80 – Polak na emigracji pracuje na budowie.

Normalna zwyczajna robota.
Na prowizorycznie zrobionych stołkach siedzi grupa 10 mężczyzn.
Rozmawiają, śmieją się, każdy coś opowiada. Każdy ma swoją historię pobytu na kilka tysięcy kilometrów od domu. Szybko przyzwyczajają się do sytuacji, w której niczego nie brakuje w zasięgu wzroku, a brakuje w kraju, z którego pochodzą. Jak duże znaczenie, jaki ma wpływ na każdego z nas, miejsce z jakiego pochodzimy, kto nas uczył, co widzieliśmy, kogo poznaliśmy. Ma tak ogromny, że czasami bez większej świadomości rezygnujemy z naszych życiowych szans i benefitów. Jak to zmienić? Przestać protestować gwoździe.
Co mam na myśli?

Tych 10 mężczyzn ustawiło sobie stołki w formie okręgu.

Na środku postawili trzy duże wiadra.
W pierwszym, aż po sam dziubek znajdowały się gwoździe, które pochodziły z rozbieranych szalunków budowlanych.
Drugie było przeznaczone na wrzucanie do niego, w trakcie segregacji gwoździ, które zdaniem panów nie nadawały się już do ponownego wykorzystania.
Trzecie wiadro było najważniejsze. To miejsce składowania odzyskanych gwoździ po ich wyklepaniu. Każdy z panów bardzo się starał jak najwięcej odzyskać. Jak wiele konsultacji prowadzili, kiedy ktoś miał wątpliwości, czy dany gwóźdź uda się wyprostować.
Trzecie wiadro było najważniejszym celem, siłą napędzającą pracę zespołową, miejscem jednoczenia się różnych charakterów. To miejsce, w którym ludzie zapominali o drobnych konfliktach, osobistych celach – to był czas budowania kultury braterstwa budowlanego.
Kiedy wiadro zapełniało się coraz większą ilością „odzyskanych gwoździ”, kiedy duma zespołu przypominała energię młota udarowego, kiedy każdemu zależało na zapełnieniu trzeciego wiadra po sam brzeg, kiedy można było zaobserwować efekt FLOW, pojawił się kierownik budowy. Sympatyczny Amerykanin – pradziadkowie pochodzili z Polski.
Każdemu przyniósł na koniec dnia po zimnym piwku.
Spojrzał na podniecony do czerwoności zespół i bardzo spokojnie, z ciekawością zapytał co robią.

Odpowiedź:  jak to, co robimy? – PROSTUJEMY GWOŹDZIE,

będzie je można ponownie użyć i nie trzeba będzie kupować.
Zapytał: po co te gwoździe prostujecie? Przecież przywiozłem wam, są w samochodzie, tyle ile potrzebujcie na jutro do przygotowania szalunku na fundamenty. Byłem w sklepie i KUPIŁEM.
A proszę, powiedzcie ile czasu już prostujecie te gwoździe?
Pada odpowiedź, że ze 2 godziny.
Na to kierownik – mój wujek z Polski, kiedy tu przyjechał do pracy, powiedział mi kiedyś, że będąc w USA i pracując tu, szybko pozbył się tego, co on nazywał, a jak sam mówił przywiózł to z Polski – SYNDROMEM BIEDY.

Nie chodziło mu o to, że był głodny, czy nie miał gdzie mieszkać. Chodziło mu o to, że wiecznie czegoś brakowało, wiecznie coś musiał zdobywać, kombinować, przycinać, prostować, lepić i zajmować się gromadzeniem wszystkiego, co może się kiedyś do czegoś przydać.
Panowie, dziękuję za rozmowę. Mam do wszystkich ogromną prośbę. Usiądźmy i pokażę wam, dlaczego chciałbym poprosić was, o nieprostowanie gwoździ i nierobienie innych, pozornie oszczędnych działań na budowie.
Kierownik wziął wiadro z gwoźdźmi, które miały być ponownie użyte do zbijania szalunków. Zważył je z jednym z pracowników. W wiadrze było ok. 4 kg „wyprostowanych” gwoździ. Z czego sam wiem, z doświadczenia, budując z tatą system gospodarczym dom, że ok 20% będzie do wyrzucenia.
Kierownik policzył razem z pracownikami ile stracili.
Dwie godziny pracy przy prostowaniu gwoździ, dziesięć osób, stawka godzinowa, koszty alternatywne i rachunek za zakup 6 kg nowych gwoździ.

Kierownik mówi: panowie, gdybyśmy tak prowadzili biznes, to nasza firma dawno by już ZBANKRUTOWAŁA.

Prostowanie gwoździ to nie oszczędzanie, to w czystej formie tracenie pieniędzy.

Panowie, ustalamy zasady niemarnowania czasu i pieniędzy.
Nie prostujemy gwoździ, gruz wyrzucamy, połamane deski odkładamy, nie cerujemy rękawiczek, młotek ze złamanym trzonkiem wymieniamy i tu jest lista innych rzeczy, z którą proszę się zapoznać, których nie robimy.
Pracujemy efektywnie, pamiętając o bezpieczeństwie.

Artykuł powstał z inspiracji właściciela dużej firmy, który w każdym człowieku widzi dobro.
A jego wartości w postrzeganiu robienia biznesu zawsze sprowadzają się do powiedzenia – „chłopie stań w prawdzie”.

 

Autor

Krzysztof Kotapski

 

Od innej strony.

Wyobraź sobie, że twoje dziecko idzie do pierwszej klasy. I jego nauczycielem zostaje osoba, która jest z tego okresu, kiedy nie trzeba było zdawać matury z matematyki. I ten nauczyciel wiedział to zaczynając szkołę średnią. Nigdy nie była to dziedzina wiedzy, za którą przepadał. Od samego początku nie traktował tego przedmiotu jako priorytetu. Zdał maturę, poszedł na pedagogikę i teraz uczy w kasach 1-3, również podstaw matematyki. Uczy twoje dziecko, nadal nie przepadając za matematyką. Wystawia opinie, rekomenduje, sugeruje.

Jeżeli nie znasz historii ludzi, którzy kształtują twoje życie wpływając swoimi decyzjami na kierunki twojego rozwoju albo życie twoich ukochanych, to decydujesz się na lot liniami lotniczymi, w których wystarczy mieć „dyplom” i tyle.

7 sytuacji z którymi menedżerowie sobie nie radzą

Potrafisz rozwiązać te 7 specjalnie wybranych sytuacji, z którymi nie radzi sobie większość menedżerów?

Pobierz darmowy PDF i sprawdź się.

Zobacz również

Pin It on Pinterest