Truskawkowe pole cz. 2. Menedżer do zwolnienia.

5 listopada 2019Świadome Przywództwo Zespołowe

Ten artykuł zajmie Ci
około 10 min.

Autor

Krzysztof Kotapski

Krzysztof Kotapski

WŁAŚCICIEL, PROJEKTY STRATEGICZNE

Materiały

Przywództwo Operacyjne

Newsletter

Jak wspieramy?

Szkolenia otwarte

Tak zaczyna się historia firmy, która postanowiła oddać formalną władzę w ręce ”zasłużonych” menedżerów, których sukcesy nie były wynikiem ich intelektualnej lotności, tylko zbiorem przypadkowych szczęśliwych zbiegów okoliczności makro i mikroekonomicznych, wpływających na wynik finansowy firmy. 

I tak oto stali się bohaterami w swoich firmach. W codziennej rzeczywistości mieli trochę więcej szczęścia od innych i są tu, gdzie są. Ich wyniki zrobił rynek (koniunktura), a nie lotny umysł i zaangażowanie mądrych pracowników.

Nazywamy to syndromem – prezesa spółdzielni mieszkaniowej

Taki prezes nie musi wypracować wyniku, nie musi zabiegać o klientów, nic nie produkuje, jego pracownicy nie muszą się za bardzo starać, bo i tak nie ma nikogo innego do załatwienia sprawy, nie muszą się martwić, by klient wrócił – bo i tak wróci, jak nie zrobią roboty w terminie – jutro też jest dzień. Ma swoich przybocznych sługusów, którzy pochwaleni przez kogoś „ważnego” czują się kimś (czy Pani wie, że ja znam „prawdziwego” prezesa – mówi do pani w warzywniaku). I tak się prezes od lat trzyma stołeczka i się na nim obraca, żeby wypatrywać ewentualnych konkurentów i ich zawczasu zniechęcać do konkurowania.

Natomiast pracownicy, którzy mieli trochę mniej szczęścia są odbiorcami codziennych zachowań kierownika i kiedy w okolicy nie ma zbyt ciekawej alternatywy zawodowej, to mają podwyższony współczynnik akceptacji pewnych zachowań do czasu, kiedy taka alternatywa w ich życiu się pojawi, lub w miarę bliskiej odległości „wybuduje” się taka alternatywa. Nazywamy to prozą życia. I wtedy to, im zapuka szczęście do ich zawodowego życia.

 

Jest godzina 10.00.

Zaczyna się spotkanie z dużym kierownikiem działu rozwoju nowych produktów i pracownikiem Łukaszem. Młody inżynier pracuje w firmie od 3 lat. Wcześniej, zaraz po studiach przez 4 lata pracował w znanej firmie z branży automotiv. Odziedziczył dom po dziadkach i postanowił się przeprowadzić. Duże miasto nigdy go nie pociągało.

Zaczyna się rozmowa kierownika z Łukaszem na temat propozycji, jaką przygotował Łukasz.

K: Łukasz, zapoznałem się z twoją propozycją zmiany i to nie jest to, czego się po tobie spodziewałem. Liczyłem, że zaproponujesz lepsze rozwiązanie, a przynajmniej będzie to rozwiązanie lepsze od pozostałych członków zespołu. Zresztą znasz moją opinię na temat ich pomysłów – lekko ironizując.

Ł: Zapoznał się Pan z moją propozycją. Czy znalazł Pan czas na dokładne przeczytanie tych kilku stron z wyliczeniami, które przedstawiłem?

K: Łukasz nie muszę tego, co przygotowałeś dokładnie czytać, mam tak duże doświadczenie, że na oko potrafię szybko ocenić, czy rozwiązanie jest dobre. Może kiedyś, też będziesz tak potrafił, ale na razie, jeszcze musisz się dużo uczyć.

Ł: W wyliczeniach, które przedstawiłem, wskazałem, że proponowane rozwiązanie przyniesie zmniejszenie kosztów o ok. 4% i mam potwierdzenie swoich wyliczeń od 3 innych osób z naszego działu, które mają w tym obszarze bardzo duże doświadczenie.

K: może i wyliczenia są ok, ale nie zastąpią mojej intuicji. Każdy dobry stolarz patrząc na kawałek drewna widzi, czy się nadaje czy nie. Wystarczy, że będzie go trzymał w rękach.

Ł: chciałbym zaproponować żebyśmy wspólnie to przeanalizowali i wskazałbym na konkretne liczby, które od razu pokazują, że warto zastanowić się nad dalszym rozwinięciem pomysłu.

K: Łukasz jesteś uparty jak kolega Roman, a on bardzo rzadko otrzymuje ciekawe projekty do poprowadzenia. Skoro powiedziałem, że moje doświadczenie jest wystarczające, żeby szybko ocenić czyjś pomysł, to nie chciałbym, abyś to podważał.

I Kierownik popłynął tsunami komunikacyjnym przez następne 8 minuty.

Jaki to on jest mądry, doświadczony, ile to mu inni ludzie zawdzięczają, ile to on musi znosić, żeby inni mogli się uczyć, a ile razy, to on ratował komuś tylną część ciała. No i jego zdaniem jest niedoceniany za jego ogromne zaangażowanie we wszystko, czym się zajmuje. 

A potem kierownik z powrotem wrócił do rozmowy.

To prawda, że jesteś wyróżniającym się pracownikiem mojego działu, natomiast to za mało, żeby wchodzić ze mną w taką dyskusję, która ma wyglądać jak rozmowa fachowca z fachowcem. Dzieli nas duża różnica doświadczenia zawodowego, a to chyba twardy dowód na to, że się nie mylę.

To prawda, że w analizie, którą przedstawiłeś jest kilka cennych wskazówek, na które warto zwrócić uwagę, ale to za mało, żeby na całość poświęcić więcej czasu. Trzeba to lepiej dopracować.

Jeżeli chcesz, abym poświęcił więcej czasu na twoją koncepcję, to proponuję, abyś natychmiast poprawił to, co twoim zdaniem nie jest jeszcze dopracowane. Sam najlepiej wiesz, co musisz zmienić, żeby mnie zainteresować nowymi pomysłami. Tyle razy wam wszystkim w zespole mówiłem, że już dużo widziałem i trzeba się naprawdę nastarać, żeby mnie czymkolwiek zainteresować.

Jeżeli tego nie otrzymam do jutra do 11.00., nie będę się w to angażował, a twoje zaangażowanie potraktuję jak słomiany zapał. Zresztą, nie pierwszy raz wykazujesz taką postawę. Przynajmniej ja, tak to widzę. Zastanawiam się, z czego może wynikać twoja, moim zdaniem, niczym nieuzasadniona pewność siebie.

Niby na pierwszy rzut oka, nie jesteś niegrzeczny, ale przy dłuższej współpracy twoje zachowanie bywa irytujące.  Niektórzy się skarżą, że ciągle czegoś wymagasz, i że powinni lepiej przykładać się do swojej odpowiedzialności. Nie wolno tobie zapominać, że w naszej firmie pracuje wielu doświadczonych stażem i wiekiem pracowników. Nie są przyzwyczajeni do takiej szybkiej pracy. Oni planują swój spokój, są zawsze przewidywalni, nie wyskakują z trudnymi do realizacji pomysłami. Im jest dobrze z tym, co już mają. Łukasz, oni po prostu nie próbują płynąć pod prąd.

To nie są samobójcy jak łososie w potoku.

Płyną pod prąd za wszelką cenę, a na końcu, jak docierają do celu, to co się z nimi dzieje – giną śmiercią bohatera. Może i wielkie poświęcenie, ale jak dla mnie, dość dziwne.

Ja też nie lubię zbyt dużego zamieszania. A ty ciągle chcesz coś zmieniać. Może nie jest idealnie, ale jest spokojnie, a to też pewna wartość dla wielu ludzi.

Nie bież tego do siebie. Lubię młodych ambitnych ludzi, którzy chcą coś w życiu zawodowym osiągnąć. Ale jest cienka granica pomiędzy pewnością siebie, a empatyczną arogancją. U ciebie podział jest 30% na pewność siebie, 70 % na miłą arogancję w połączeniu. Ja to jakość znoszę, ale są w firmie pracownicy, którzy się na ciebie skarżą. Nic wielkiego nie mają, takie kropelki złośliwości, ale kiedyś nakapie do pełna, i co wtedy JA zrobię. A zbiornika nie będę wymieniał na większy. Nie wiadomo, w jakim stanie są elementy, do których aktualny zbiornik jest przytwierdzony. Jedną śrubę odkręcę, drugiej już nie i co wtedy. Kapitalnego remontu robić nie będę. Nikt na to w firmie nie pozwoli – pojawiłyby się zbyt duże straty. Młody jesteś, nie rozumiesz tego.

Ludzie cenią zmiany, kiedy polepszają one ich życie, ale nie muszą przy tym zbytnio się natrudzić.

Musi to zrobić ktoś za nich, ale oni pozostawiają sobie przestrzeń do krytykowania tych decyzji. To tak, jak z podatkami do gminy – mieszkańcy nie chcą zbyt wiele płacić, ale przedszkole chcą mieć na najwyższym poziomie. Basen, boisko ze sztuczną trawą i nowoczesny dom kultury.

A właściwie, to skąd ty wziąłeś te dane, kto ci je podesłał, z kim to konsultowałeś, i dlaczego nie konsultowałeś tych danych ze mną? Mam tylko nadzieję, że nie brał w tym udziału Cyprian, bo jak on coś zrobi, to zawsze trzeba po nim poprawiać.  Trzymam go tutaj, bo jakbym jego zwolnił, a jest za co, to inni, których jeszcze potrzebuję mogą się wystraszyć i będę miał Mount Everest z poodpinaniem projektów.

Łukasz, posłuchaj. Przygotowanie się do spotkania w sprawie nowych pomysłów nie jest trudne, kiedy szanuje się doświadczenie przełożonego i uwzględnia się jego cele. Zanim w przyszłości będziesz podejmował próby wchodzenia w dyskusję merytoryczną z moim ogromnym doświadczeniem, to pomyśl o swojej przyszłości. Ja mogę dyskutować, kiedy rozmówca jest równie dobrze rozeznany w temacie i nieformalnych relacjach, tak jak ja. A tobie jeszcze bardzo dużo brakuje.

Łukasz, skoro już rozmawiamy o tobie, wystarczy na przyszłość przyjść na etapie analizy danych, zapytać czy idziesz w dobrą stronę, skorzystać z mądrości zawodowej innych i wtedy człowiek może się czegoś nauczyć. Przecież to takie proste i oczywiste. Musisz się jeszcze dużo nauczyć, jeżeli chodzi o postawy takie jak aktywne słuchanie. Młodość ma swoje prawa, ale nic nie zastąpi doświadczenia. Widziałeś kiedyś bym wchodził w dyskusję z dyrektorem? Nie jestem samobójcą.

On sobie pogada, pokrytykuje, pokaże swoje mądrości i wywody teoretyczne, a ja tylko słucham, utrzymuję delikatny kontakt wzrokowy i przyrzekam, że się zastosuję do wskazówek. A potem, operacyjnie działam tak, żeby jak to mówią było dobrze.

Takie Łukasz są zasady przetrwania w złożonym świecie. Bystrość to ja wykorzystuję do projektowania nowych nasadzeń na swojej działce.

I na koniec Łukasz.

Jak zależy ci na poświęceniu mojego cennego czasu na twoje propozycje odnośnie projektu, który prowadzisz, nie ma co się denerwować. Po prostu się przygotuj bardziej profesjonalnie i na pewno chętnie wesprę twoje działania.

Dziękuję, że mogliśmy porozmawiać.

I jeszcze jedna informacja, bo bym zapomniał.

Nowym szefem projektu dla klienta firmy WASER został Cyprian. Dlaczego? Jest trochę słabszy merytorycznie, ale przynajmniej słucha tego, co mówię, wykonuje polecenia bez zbędnej dyskusji i ma pokorę, która gwarantuje mój święty spokój. A wiesz, że to jest dla mnie bardzo ważne, aby mieć pełną kontrolę nad wszystkim, co się w dziale dzieje.

Lubię, kiedy wszystkie działania są konsultowane z moją osobą, nawet jeżeli trzeba chwilę poczekać. Do tego, bardzo mnie niepokoi niezależność, która potem powoduje, że muszę przed moim szefem tłumaczyć, kto jest autorem różnych dobrych rozwiązań. A prościej – kiedy wszystkie dobre informacje idą bezpośrednio z mojej skrzynki. Wtedy mój szef nie ma wątpliwości, jak ocenić pracę całego działu, kiedy swoją osobą firmuję nasze pomysły. To dobre i od lat sprawdzone rozwiązanie i nie widzę potrzeby, żeby je zmienić. Tym bardziej, że dyrektor jest uczulony na silne zawirowania organizacyjne. Zobacz nawet, jak trzeba było zaplanować sposób organizacji miejsc parkingowych przed firmą i jak bardzo się tym przejmował, żeby nikt nie poczuł się dotknięty i urażony tymi zmianami. Sam chodził, mierzył, czy jego SUV na pewno tam się zmieści. Moim zdaniem to dobrze, że nasz szef ma tylko takie zmartwienia. Zresztą on nigdy, za bardzo nie angażował się w poważne sprawy w firmie. I tak już to się ostało i niech tak już zostanie.

To jego słynne powiedzenie – sukcesy jednej osoby są naszym wspólnym dobrem.

 A i jeszcze bym zapomniał, awansuję na szefów projektów tych, którzy rozumieją, jaka jest rola szefa i pracownika. Mam tu na myśli postawy, a konkretnie: uległość i stanie zawsze w cieniu swojego szefa. Tak długo jak ja będę tu szefem, tak długo niezależność będzie permanentnie poskramiana ze względu na brak możliwości kontrolowania. Swoboda intelektualna jest możliwa, kiedy pochodzi z książek wskazanych przeze mnie, jako zestaw lektur obowiązkowych. O tym czy ktoś jest mądry, czy nie decydują testy napisane i sprawdzone tylko przez moją osobę. A promocja do następnej klasy jest zawsze uzależniona od tego, czy ktoś myśli tak jak ja, czy woli myśleć swobodnie – czyli niekoniecznie bezpiecznie. Chociaż ja bardzo doceniam swobodne myślenie, ale w pracy najważniejsze jest, aby nikt nie kombinował.

Cyprian obiecał mi, że będzie regularnie DONOSIŁ o lotności intelektualnej wszystkich członków zespołu, żeby nam się jakiś orzeł nie wzbił zbyt wysoko. Kłopoty nikomu nie są potrzebne, bo nasz dyrektor jest przyzwyczajony do pewnego konkretnego sposobu patrzenia na świat, który od lat przedstawia i pokazuje mu nasz cały dział. A to wszystko dzięki mojemu zaangażowaniu, żeby nie pomyślał, że można robić coś inaczej. Nie wolno mi narażać mojego szefa na niepotrzebny stres. On zawsze mi powtarza, żebym trzymał go z daleka od problemów, które mogą zabierać mu niepotrzebnie czas. Przecież płaci nam nie za przynoszenie problemów, tylko sukcesów. Może i wygodne podejście do współpracy, ale on decyduje, a ty wybierasz, czy to ci odpowiada. Mnie to odpowiada i mam z tego tytułu konkretne korzyści. Nigdy nie zapytał, jak wyglądają moje relacje z dostawcami.

Zresztą to on zaraził mnie takim patrzeniem na świat.

Nowości oglądamy na targach, prospekty o nowych rozwiązaniach leżą na naszych biurkach, cieszymy się, że znowu coś pojawiło się nowego, ale ponad wszystko cenimy sobie nasz wypracowany przez lata konserwatyzm decyzyjny, który gwarantuje stabilność biznesu w zmieniającym się świecie. A ludzie, którzy od nas odchodzą szukają, moim zdaniem, zbyt wielu wrażeń zawodowych, które nazywają przewrotnie zmianą na lepsze, jaka niby ma ich rozwijać, a tak naprawdę sami nie wiedzą czego chcą. My w firmie wiemy – cenimy sobie ortodoksyjną skromność i uległość, i wtedy każdy zachowuje swoje należne mu miejsce w organizacji i na parkingu.

Nikt nikomu nie wchodzi w drogę, a jak ktoś ma inne plany na życie zawodowe jak np. ambicje w zakresie rozwoju osobistego, to widocznie nie pasuje do naszej organizacji. Tu każdy może chodzić do szkoły, byle nie próbował nanosić swoich odważnych przemyśleń na nasze poukładane procesy. Lean mamy, bo dobrze wygląda jako wizerunek na rynku, ale dla nas najważniejsze jest przechodzić przez audyty. Poza tym Łukasz, to są wszystko prywatne inicjatywy, na których ktoś chce zarobić. A To oznacza, że jak masz prywatną diagnostyczną stację obsługi samochodów, i chcesz z tego żyć, to musisz być elastyczny. Cokolwiek by to nie znaczyło.

 

Co zrobił Łukasz?

Łukasz znosił jeszcze przez kolejne 8 miesięcy inne spojrzenie na świat swojego kierownika. Do momentu, aż 16 kilometrów dalej nie rozpoczęto budowy nowej fabryki, w której znalazł zatrudnienie.  Ściągnął go tam kolega ze studiów.

Na boku – podobno wszystkie ogłoszenia o wolnych miejscach pracy, na ogólnie dostępnych portalach, to ok. 5-10% w zależności od branży.

Smutniejszy w tej historii jest inny kontekst. Łukasz, kiedy już miał pewne nowe miejsce pracy, zdecydował się na feedback do swojego kierownika. Po tej rozmowie utwierdził się, że to nie jest jego świat. Kierownik spokojnie go wysłuchał. Łukasz nie oceniał, powiedział tylko, czego potrzebował, żeby w organizacji mógł czuć się dobrze. Gdzie chciałby więcej swobody decyzyjnej, uzasadniając to swoimi kompetencjami. Pokazywał, że można w jego ocenie efektywniej korzystać z dostępnych zasobów nie naruszając fundamentów kultury organizacyjnej. Wskazał jak się czuł, kiedy prawie każda propozycja była okazją do podważenia jego kompetencji w formie porównań, które tylko miały na celu zdyskredytowanie jego, jako autora rozwiązania.

Słyszał od kierownika, że on tu już takich jak ja widział. Wprawdzie nie miał nigdy u siebie tak lotnej osoby, ale rzadko, ktoś o podobnej postawie jak moja pracował dłużej niż 2 lata. Mówił, że nie rozumiał, dlaczego ludzie tak jak JA cały czas chcą coś zmienić – przecież wszystko działa, że najważniejszy jest święty spokój.

Co się wydarzyło po odejściu Łukasza, kiedy pełną parą ruszyła nowa fabryka, w której Łukasz był od początku jej uruchomienia?

2 osoby z zespołu zadzwoniły do Łukasza z pytaniem o opinię i już po 3 miesiącach pracowały w nowej firmy – TO BYŁY 2 najlepsze osoby z zespołu, który pozostał. Jedną z nich był pan, który pracował tam od 12 lat.

2 osoby, po 7 miesiącach od odejścia Łukasza, zwolniły się przechodząc do firmy, która otworzyła się w strefie ekonomicznej oddalonej o ok. 35 km. Jedna z nich, przy przypadkowym spotkaniu z Łukaszem powiedziała, że miały dosyć tego ciągłego mądrowania się kierownika. Jak to on wszystkim musi się sam zajmować, nikt poza nim nie ma dobrych pomysłów i do tego wszyscy są niewdzięczni.

Pozostałe 5 osób zostało. Zawsze były to osoby spolegliwe wobec kierownika, o zaniżonym poczuciu własnej wartości, najchętniej żeby odbębnić swoje godziny w firmie, robić co palcem pokażą, za nic nie brać odpowiedzialności i mieć święty spokój.

 

Co się wydarzyło potem.

Pech chciał, że wokół małej miejscowości, gdzie znajdowała się firma oddalona od tzw. aglomeracji o 60 km, powstała strefa ekonomiczna i poszerzono drogę w każdą stronę oraz puszczono więcej podmiejskich pociągów.

I tak oto zmiana warunków makro i mikroekonomicznych, plus zewnętrzne środki z UE na modernizację infrastruktury spowodowały, że firma została przejęta przez jednego z byłych klientów.

Dlaczego firma zaczęła popadać w kłopoty? Fluktuacja na stanowiskach specjalistycznych była na poziomie, który nie pozwalał na utrzymywanie zaufania ze strony odbiorców.

Dzisiaj, po przejęciu firma ma się świetnie, ale jest już bez pana kierownika, który jak się okazało znalazł pracę w spółce komunalnej, gdzie jedynym płatnikiem za usługi spółki jest gmina, czyli my podatnicy. I jak ekonomicznie coś się nie spina, to nikt za to nie ponosi odpowiedzialności, tylko przerzuca się koszty na mieszkańców pod hasłem, że ktoś musi wywozić nasze śmieci.

Tylko, dlaczego my mieszkańcy nie mamy na to wpływu? Bo wybraliśmy taką np. władzę lokalną, która może czasami zapomina o potrzebach mieszkańców, ale nigdy nie zapomina w terminie rozliczyć swojej delegacji i kilometrówki.

Przecież kierownik był nauczony (wyrobił w sobie przez lata „ważne” nawyki), że uwielbia mieć święty spokój i za nic nie chce ponosić odpowiedzialności. A, i nie znosił konkurencji. Dzisiaj każdego dnia całuje pierścień swojego pracodawcy, który zatrudnił go, bo jak się okazało, sam uwielbia SWOJE UWIELBIENIE i tacy jak pan kierownik umieją subtelnie umacniać swoich szefów w przekonaniu o swojej boskiej nieomylności.

 Artykuł dotyczący koncepcji truskawkowego pola i pracownika do zwolnienia można przeczytać pod linkiem: TUTAJ

 Autor

Krzysztof Kotapski

7 sytuacji z którymi menedżerowie sobie nie radzą

Potrafisz rozwiązać te 7 specjalnie wybranych sytuacji, z którymi nie radzi sobie większość menedżerów?

Pobierz darmowy PDF i sprawdź się.

Zobacz również

Pin It on Pinterest